Autorzy książki zabierają nas na spacer po mieście, które przez tysiąc lat było stolicą Japonii. Przemierzając ulice Kioto, opowiadają o jego architekturze, kulturze materialnej i wielowiekowej tradycji, która znalazła w nich swój wyraz. Opisując formę bram i ogrodów, kształt czarek, fakturę i połysk desek podłogowych, sposób obszycia mat tatami czy konwencję malowania parawanów, autorzy zwracają uwagę na zapisaną w nich symbolikę, a także na ich rozmaite, nieraz zaskakujące, funkcje. Szkicują przy tym historię rozwoju japońskiej estetyki, która wykuwała się w dużej mierze pod naporem i w opozycji do kultury chińskiej. A ponieważ wyczucie estetyki ma w Japonii wymiar duchowy i filozoficzny, opowieść o pięknie Kioto dalece wykracza poza jego aspekt materialny, staje się opowieścią o sposobach życia, percepcji świata i czymś jeszcze. Ta książka ma pozwolić umysłowi wędrować wśród wielu pytań o przyczynę rzeczy. Na przykład: dlaczego bramy świątynne nie muszą mieć wrót, ale ogrody zawsze są ogrodzone? Kathy i ja odkrywaliśmy, że punkt wyjścia naszych rozważań może się kryć w rzeczach tak trywialnych jak szpary między matami tatami. Wędrując od tego miejsca, choć oczywiście w żadnym razie nie następując na nie, docieraliśmy do nieoczekiwanych wniosków na temat japońskiego społeczeństwa.
To nie jest książka o macierzyństwie rozumianym jako doświadczenie prywatne ani o rodzinie pojmowanej jako bezpieczna enklawa. To książka o wstydzie będącym narzędziem kontroli oraz o pracy, która nie ma nazwy, choć podtrzymuje całe życie społeczne. To także opowieść o rodzinie pozostawionej samej sobie przez państwo, za to doskonale obsługiwanej przez rynek. O ciele – rodzącym, karmiącym, zmęczonym, pozbawionym wzniosłości, za to uwikłanym w codzienną przemoc norm, estetyk i oczekiwań. Autorka opisuje macierzyństwo jako nieustanny występ – rozgrywający się w przychodniach, szkołach, na ulicy i w domach – podczas którego kobiety mają być jednocześnie czułe i wymagające, kompetentne i bez roszczeń, obecne, ale niewidzialne. Pokazuje, jak instytucje, język i obyczaj uczą je zarządzać emocjami, tłumić gniew i wstyd, żeby system mógł działać bez zakłóceń. Ostatecznie jednak Paulina Małochleb opowiada przede wszystkim o miłości – uczuciu, które przesłaniają grube warstwy zmęczenia i dla którego brakuje języka. Żeby się do niego dobrać, trzeba szukać w literaturze, w sztuce, we własnych wspomnieniach – aż napotka się małą spoconą dłoń. Dotyk, który zakotwicza.
Książka jest próbą odpowiedzi na pytanie, jak to możliwe, że dokonująca się na naszych oczach zbrodnia ludobójstwa na Palestyńczykach odbywa przy aprobacie i wsparciu najważniejszych zachodnich państw i instytucji oraz obojętności większości zachodniej opinii publicznej. Zdaniem autora taka postawa jest przejawem tworzonej od dekad kultury, w której pewne rodzaje ludobójstwa zostały znormalizowane i nie budzą już etycznego odruchu. Analizując poszczególne warstwy „kultury eksterminacji”, Paweł Mościcki sięga do historii i filozofii, czerpie z dyskusji dotyczących spuścizny Shoah i kolonializmu, polityki międzynarodowej i badań nad nowoczesnymi technologiami. Przede wszystkim zaś konfrontuje nas ze skutkami instrumentalizacji hasła „nigdy więcej” i konkretnymi – ideologicznymi, medialnymi i politycznymi – formami zachodniego współudziału w zagładzie Strefy Gazy.
Co łączy wszystkich, tak przecież różnych bohaterów tej książki? Skąd bierze się ich odmowa działania albo świadome i ostentacyjne lenistwo, marnotrawienie czasu i talentu, praktykowanie milczenia i porażki? W kulturze zachodniej to aktywność jest wartościowana pozytywnie, niemoc zaś utożsamiana z chorobą. Do tego, kto odmawia działania, podchodzi się z podejrzliwością. Jednak w świecie wojen i dramatycznych nierówności, który jest jednocześnie światem nadmiaru i zwątpienia, kategoria zaniechania staje się inspirująca, może być też szansą na ocalenie wolności i godności. Autorka tworzy subiektywny katalog zaniechań. Na kartach książki pojawiają się między innymi: Arthur Rimbaud, J.D. Salinger, Franc Fiszer, bohaterki prozy Eleny Ferrante, Roland Barthes i anonimowe kobiety do wszystkiego, Ralph Ellison, dzieci dotknięte syndromem rezygnacji, alternatywni artyści Kultury Zrzuty. Przyglądanie się ich motywacjom jest okazją do namysłu nad stanem współczesnej kultury i strategiami twórców w czasach, które żądają od nas spazmatycznej aktywności.
Długie pożegnanie to ostatnia duża powieść Chandlera, przez wielu uważana za ukoronowanie jego literackiej kariery. Jak zwykle Philip Marlowe wplątuje się w zagmatwaną sytuację: poznany przypadkiem kompan do kieliszka musi uciekać przed policją. Marlowe, bezwzględnie lojalny, postanawia bronić przyjaciela przed oskarżeniami, szybko jednak zdaje sobie sprawę, że w niebezpiecznej gmatwaninie, jaką jest świat wyższych sfer bogatego Los Angeles końca lat czterdziestych, trudno zrozumieć, kto po czyjej stoi stronie. Gorzka, przejmująca i niespieszna opowieść o przyjaźni i zaufaniu. Absolutny klasyk kryminału noir, którego echa odnajdujemy w filmach i literaturze po dziś dzień.
Bezkompromisowa i brawurowa - taka jest autobiograficzna proza Elizy Kąckiej. To opowieść o podwojonym doświadczeniu pewnej odmienności i nieprzystawalności do narzuconych społecznie ram. O mozolnym, ale pięknym budowaniu trudnej, nieoczywistej relacji. O byciu matką i córką. O życiowym dryfie, performowaniu świata i wydreptywaniu wiedzy. O dzielności. O miłości. O życiu w kokonie i wychodzeniu z niego motylem. O tym, ile mogą znaczyć słowa i jak to jest widzieć je w kolorach.
Autor miał dwanaście lat, gdy w 1964 roku zamieszkał z rodzicami w Japonii. Jak się okazało, rok ten był punktem zwrotnym w historii kraju organizującego właśnie letnie igrzyska olimpijskie. Rozpoczął się wtedy okres szybiego rozwoju ekonomicznego i gwałtownej modernizacji. Kerr, zafascynowany tradycyjną kulturą japońską, próbuje w książce pokazać to, co na jego oczach ulegało głębokim przeobrażeniom. Z zaangażowaniem opowiada o dawnej architekturze i wnętrzach, obyczajach, religii, teatrze kabuki, kolekcjonerstwie i kaligrafii. Książkę pisał po japońsku - dla Japończyków - i jako pierwszy obcokrajowiec otrzymał za nią nagrodę literacką Shincho Gakugei.
Trashowa powieść, która w obłąkańczo zabawny i zarazem śmiertelnie poważny sposób chwyta kawał współczesnej rzeczywistości. Przez karty książki przewijają się osobliwe, choć jakby skądś nam znane postaci: kobiety w rozsypce i bywalcy siłki, wystylizowani mieszczanie i świadome swoich praw małolaty. Widzimy je w najróżniejszych miejscach - w ekskluzywnych mieszkaniach, na wege weselu, w craftowej piekarni i przeznaczonym do rozbiórki hotelu. Postaci te napędzane są przez rozmaite fantazmaty, mniej lub bardziej wygórowane aspiracje i niemożliwe do zaspokojenia pragnienia. Autorka w niepodrabialny i sobie tylko właściwy sposób tropi popkulturowe schematy i językowe klisze tworzące ich sztucznie wygenerowany świat. I hakuje ten świat wyobraźnią, która podpowiada także surrealistyczne scenariusze.
Eseje wybitnej tłumaczki na temat kilku podstawowych kwestii związanych z przekładem: czym jest przekład i jakie są z niego pożytki? Jak mówi się o przekładzie i roli tłumacza - i co z tego wynika? Na czym polega autonomia przekładu? Jak tłumacze, wydawcy i czytelnicy obchodzą się z obcością? Co myślenie o przekładzie wnosi do myślenia o literaturze? Odwołując się do historii literatury, opowieści innych tłumaczy oraz własnych doświadczeń, autorka opowiada o dylematach i paradoksach pracy tłumacza, a także o tym, jak czytać przekłady i czym może być literatura. Inspirująca, błyskotliwa i pięknie napisana książka. Teksty powstały w ramach cyklu wykładów współorganizowanych przez festiwal Odnalezione w Tłumaczeniu i Uniwersytet Jagielloński. W 2017 roku festiwal odbywa się w Gdańsku w dniach 6-8 kwietnia. Współwydawcą książki jest Instytut Kultury Miejskiej. Książka „Pięć razy o przekładzie” - oprawa Miękka ze skrzydełka - Wydawnictwo Karakter. Książka posiada 141 stron i została wydana w 2017 r. [poczytaj.pl]
Co zostaje po śmierci bliskiej osoby? Przedmioty, wspomnienia, urywki zdań? Narrator porządkuje książki i rzeczy pozostawione przez zmarłą matkę. Jednocześnie rekonstruuje jej obraz - mocnej kobiety, która w peerelowskiej, a potem kapitalistycznej rzeczywistości umiała żyć wedle własnych zasad. Wyczulona na słowa, nie pozwalała sobą manipulować, w codziennej walce o szacunek - nie poddawała się. Była trudna. Była odważna. W tej książce nie ma sentymentalizmu - matka go nie znosiła - są za to czułość, uśmiech i próba zrozumienia losu najbliższej osoby. Jest też opowieść o tym, jak zaczyna odchodzić pierwsze powojenne pokolenie, któremu obiecywano piękne życie. [lubimyczytac.pl]
Koniec lat 50. XX wieku, apogeum zimnej wojny. Związek Radziecki skonstruował sztuczną inteligencję: prognozy komputera „Moskwa-2” sprawdzają się za każdym razem. W tokijskim laboratorium naukowym profesor Katsumi ma zbudować podobną maszynę. Testując możliwości swojego wynalazku, wydobywa z mózgu ofiary przypadkowego na pozór morderstwa informacje, które skierują go na trop wielopiętrowego spisku: ktoś prowadzi niepokojące badania ludzkich płodów.
Katastrofa klimatyczna, rozwój sztucznej inteligencji i eksperymenty genetyczne: wizjonerski japoński kryminał science-fiction z 1959 roku przedstawia świat niedaleki od naszej codzienności. To pierwsza powieść fantastyczno-naukowa z Japonii przetłumaczona na zachodnie języki. Obok charakterystycznej dla Abe dusznej i wizyjnej atmosfery technokratycznego świata na krawędzi upadku pobrzmiewają w niej echa powstających w tym samym okresie najwybitniejszych dzieł Stanisława Lema: bezkompromisowość wizji, odwaga w stawianiu pytań i prorocza niemal wnikliwość.
Nowy przekład pozwala w pełni docenić niezwykłą ekspresję Baldwinowskiego stylu.
W centrum tego świata są międzyludzkie relacje i namiętności osadzone w konkretnym politycznym kontekście, naznaczonym lękiem, wykluczeniem i przemocą wobec czarnych obywateli.
Śmiałość, z jaką Baldwin pisze o ludzkich doświadczeniach, i zuchwałość, z jaką przekracza granice tego, co da się wypowiedzieć, sprawiają, że raz przeczytanego opowiadania Człowiekowi na spotkanie nie da się już wymazać z pamięci. Ten wstrząsający tekst o kilkadziesiąt lat wyprzedził studia nad białością i kryzysem męskości.
Akcja tej pierwszej, częściowo autobiograficznej powieści Baldwina toczy się w ciągu jednego dnia w latach trzydziestych w Harlemie. Jej główny bohater – czternastoletni John – dorastający w biednej wielodzietnej rodzinie staje wobec duchowych i moralnych dylematów. Mierzy się z gniewem wobec okrutnego ojczyma, pastora w zielonoświątkowym zgromadzeniu, przeżywa pierwsze niepokoje związane z budzącą się seksualnością i zwątpienie w wiarę. Kościół, będący dla afroamerykańskiej społeczności miejscem schronienia i nadziei, w oczach chłopca jest przestrzenią pełną fałszu i zakłamania. W tej lirycznej, a zarazem mocno symbolicznej prozie odnajdujemy najlepsze cechy pisarstwa Baldwina: psychologiczną głębię, wspaniały styl, pytania dotyczące amerykańskiej tożsamości i ludzkiej kondycji.
W posłowiu Anna Pochmara przedstawia szerszy kontekst powieści, przybliża rolę Kościoła protestanckiego w życiu afroamerykańskiej społeczności, przygląda się wybranym motywom powieści, umieszczając je w perspektywie historyczno-literackiej.